Kartka z podróży. Święto Niepodległości w Krakowie 11 XI 2014r. 

Od ostatniego listopada upłynął mi kolejny rok i znowu wyruszyłem z Olsztyna w kierunku Krakowa i wsi Toporzysko, aby tam się zameldować. W Garnizonie Szwadronu Toporzysko w barwach Pułku 3 Strzelców Konnych (P3SK) spędziłem spokojnie jeden dzień skupiając się na przygotowaniach do defilady 11 listopada oraz obserwując jak jeden ze strzelców konnych prowadzi treningi z jeźdźcami. Odbyłem także ciekawe rozmowy na temat kawalerii i historii pułku. Pamiętając historię mojego dziadka, który służył w tym pułku, sam dziś próbuje iść jego śladami. Historia mojej rodzinny bezsprzecznie wskazuje, że koń i szabla determinują moją przyszłość. Wraz z kolegami wieczorem przygotowaliśmy już siodła, szable, lance, mundury oraz wypastowaliśmy staranie oficerki.

Następnego dnia bladym świtem, ledwo słońce przedarło  się przez skłębione listopadowe chmury, wstaliśmy aby oporządzić w stajni konie, czyszcząc je oraz sprawdzając im kopyta i stan podków. Po czym konwojem aut z końmi wyruszyliśmy w stronę Krakowa. Bo 11 listopada odbyła się kolejna defilada. To już 96 lat minęło jak Biały Orzeł zrzucił swe zaborcze kajdany i zerwał się do lotu. W kolejną rocznice tych wydarzeń witał nas Kraków powiewającymi na domach biało czerwonymi flagami. Ale największe wrażenie budziły te małe chorągiewki w dłoniach cywilnej ludności, tłumnie wyległej na ulice miasta. Wiele też organizacji zaszczyciło swą obecnością tegoroczne obchody. Lecz nigdy wiwaty nie były tak gromkie, a niewieście serca nie biły tak gorąco jak wtedy, kiedy kawaleryjskie pułki ze sztandarami i z furkotem proporczyków na lancach defilowały przed notablami miasta. Miarowy stukot końskich kopyt na krakowskim bruku, błyszczące cholewy butów kawalerzystów, rogatywki z różnymi barwami otoków składały się na barwne, jakże ekscytujące widowisko. Niejedno niewieście spojrzenie z zachwytem i zazdrością ścigało jeźdźców lekkiej kawalerii. Cóż nie dziwota, że panny za mundurem sznurem! Ale nie tylko damskie spojrzenia przyglądały się tym uroczystościom, również sędziwe gmachy.

Kawaleria jak zwykle jechała z błoń krakowskich, ul. Piłsudskiego, Grodzką, Floriańską i Basztową, zostawiając wrażenie, że po bruku tych ulic, jak przed laty, w listopadzie 1918r. jedzie stępem znowu Polska Kawaleria, Nawet wyniosła hejnalica Kościoła Mariackiego zdało się, że pochyliła swą złotą koronę. Brzmiący w same południe hejnał, zabrzmiał dumnie i tęskno zarazem. Na huk salwy honorowej zarżały konie kawaleryjskie, a krakowskie gołębie wzbiły się ponad miasto.

Kiedy  zakończyła się msza św. w Katedrze Wawelskiej wiele osób zeszło do  ul. Grodzkiej, na której stały już wszystkie szwadrony. Niebawem  konie ruszyły dalej tą ulicą przez rynek starego miasta, bramę Floriańską do ul. Basztowej, blisko pomnika Grunwaldzkiego. Tam szwadrony stały jakiś czas, tak aby mogły być podziwiane przez przechodniów miasta. Czekaliśmy do momentu, aż zakończą się uroczystości przy pomniku Grunwaldzkim. Potem przy dźwiękach Warszawianki ruszyliśmy stępem przed trybunę honorową, oddając honory generałom oraz władzom województwa i miasta. Przemaszerowaliśmy, kierując się ponownie na błonia krakowski, salutując szablami odległej na horyzoncie mogile Kościuszki. Następnie już na błoniach zatrzymaliśmy się  jeszcze do pamiątkowej fotografii. Zaś po rozformowaniu oddziału przez dowódcę zaczęliśmy przygotowywać konie do powrotnego transportu.

Po uroczystościach, nowy dowódca Szwadronu Toporzysko por. kaw. och. Mirosław First zaprosił kawalerzystów ochotników do pobliskiej restauracji na kawę. Tam też dowódca snuł już nowe plany na przyszły rok, który wydaje się bardzo obfity w wydarzenia szwadronowe. Rok przyszły będzie też dla szwadronu z Toporzyska szczególny, gdyż będzie P3SK obchodził 200-lecie powstania.


Piotr Rafalski (Olsztyn)