Szwadron Toporzysko

w barwach Pułku 3 Strzelców Konnych im. Hetmana Polnego Koronnego Stefana Czarnieckiego

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6

Zdjęcia Janusz Sieprawski

fot. Janusz Sieprawski

Ostatnimi czasy dane było Autorowi brać udział w niezwykłym wydarzeniu, jakim jest rocznica bitwy pod Komarowem, tej niezwykłej i niezapomnianej arii walk z Bolszewikami, która przyniosła sławę kawalerii polskiej, w szczególności 8 Pułkowi Ułanów im. Księcia Józefa Poniatowskiego. Ten nadzwyczaj zasłużony oddział Wojska Polskiego podczas bitwy wykazał się niesamowitą

walecznością, albowiem to właśnie on swoimi działaniami zadecydował o końcowym wyniku bitwy i odwrocie bolszewików. Szwadron Toporzysko, w którym Autor pod dowództwem rtm. Dariusza Waligórskiego, razem z por. rez. WP Januszem Sieprawskim, wachm. Kaw. Och Pawłem Urbanem (20 PU im. Króla Jana III Sobieskiego), plut. Kaw. Och. Marcinem Kłosem, st. Strz. Kaw. Och Mateuszem Jaroszewskim oraz w asyście technicznej młodszego chorążego Dawida Warmuza (Jednostka Strzelecka 3031 Sucha Beskidzka) wziął udział w tegorocznych obchodach rocznicy bitwy.

Po stawieniu się na wyznaczonym miejscu, oporządzeniu sprzętu i koni nadeszła długo wyczekiwana komenda rtm. Waligórskiego „Na koń!” po czym strzelcy ruszyli na dożynki w stronę pobliskich Cześnik. W tak pięknym miejscu, przy dopisującej pogodzie, po chwili wypoczynku wspólnie z Szwadronem Niepołomice w barwach 8 Pułku Ułanów oraz innymi biorącymi w manewrach udział oddziałami Kawalerii Ochotniczej sekcja Szwadronu Toporzysko wykonała nagrodzony gromkimi brawami pokaz musztry konnej, po czym udała się w dalszą drogę.

Marsz dnia pierwszego niezwykle długi i wyczerpujący szczególnie dla koni - pokonano bowiem odległość około 70km- dokładnie taką jaka dzieli mój rodzimy Kraków, od garnizonu szkoleniowego Szwadronu w Toporzysku. Droga po bajecznych łąkach, lasach, czasem chaszczach, zaroślach, rzec można - typowa okolica Roztocza - dodawała siły szczególnie w chwilach trudnych, których owego dnia nie brakło. Konie - nasi wierni przyjaciele nigdy nie zawiodły, zwłaszcza gdy ułan, strzelec tudzież szwoleżer był już na granicy wyczerpania psychicznego i fizycznego, dlatego po dotarciu na punkt noclegowy na pierwszym miejscu – koń - rozsiodłać, nakarmić, sprawdzić stan zdrowotny i wypuścić na przygotowany wcześniej padok, by najlepszy przyjaciel mógł wypocząć po trudach marszu. Wreszcie chwila wytchnienia, czas na podsumowanie dnia, wspólne wspomnienia, przemówienia, debatę na temat tego co mogłoby być lepsze, kilka telefonów do rodziny oraz długo wyczekiwaną kolację i sen. Szwadron tejże nocy mógł spokojnie wypocząć, gdyż wartę przy ich rumakach zgodzili się pełnić ułani Szwadronu Niepołomice.

Dzień drugi wyprawy – pogoda piękna,  bo cóż lepszego może się trafić, niż boskie słońce, lekki powiew wiatru i sakwy pełne prowiantu. Ruszyliśmy więc w drogę krótką, lecz pełną wrażeń, przyjemną lecz pełną przemyśleń, i tu Autor poczuwa obowiązek refleksji – dlaczego nasz ukochany kraj tyle lat toczyć musiał wojny i padał ofiarą napaści? Problem nie tkwił w sytuacji międzynarodowej, czy też w geograficznym położeniu naszego kraju, problem tkwił i tkwi do dziś w Nas - podzielonym narodzie, który potrafi się zjednoczyć w walce o niepodległość, lecz gdy idzie o interes narodowy i dbanie o utrzymanie pokoju – tu trudno było kiedykolwiek znaleźć kompromis.

Wracając jednak do dnia – wczesną porą dotarliśmy do skansenu w Hutkach. Sprzyjająca aura dnia pozwoliła strzelcom udać się tegoż wieczoru na pobliski staw celem zażycia kąpieli oraz wypełnienia żołądka. Warto wspomnieć jednak o trudach wojennych – jak powszechnie wiadomo podczas ciężkiego rajdu nie trudno kawalerzystom o rany bojowe, tak więc rzecz jasna Autor poczynając od dnia pierwszego zmagał się z licznymi oparzeniami na łydkach, co zmuszało go do noszenia białego opatrunku, zwanego żartobliwie nagolennikami – zbawienna i lecznicza okazała się kąpiel w stawie, bowiem przyniosła uczucie niemalże odbycia chrztu – do wody wejść grzesznym, chorym a wyjść z niej nowonarodzonym. I tutaj de facto relację z dnia należałoby zakończyć, gdyby nie jedna dobra nowina – do maszerujących tego dnia dołączyli ułani Szwadronu Wierzawice w barwach 20 Pułku Ułanów im. Króla Jana III Sobieskiego, ten pozornie mniej istotny fakt trzeba podkreślić, albowiem razem z nim dołączyło rzadko spotykane grono pięknych krakusek, które swoim towarzystwem potrafią zawsze umilić ciężki, często wykańczający marsz.

Dnia trzeciego wyprawy strzelcy po zapoznaniu się z trasą, postanowili ją skrócić, a nadto dać wypocząć jednemu z koni – Sękowi - który już po pierwszym dniu był nader siły wyczerpany. Na skutek tejże decyzji do asysty technicznej na jeden dzień dołączył por. rez. WP Janusz Sieprawski, który udał się wspólnie z młodszym chorążym na wyznaczone miejsce noclegowe tym razem w leśniczówce Roztoczańskiego Parku Narodowego. Po skróceniu planowanej trasy do 30km sekcja rtm. Waligórskiego udała się w podróż do Zwierzyńca, gdzie miejscem spotkania sekcji był miejscowy, bardzo znany browar. Tego dnia mapowymi byli starsi strzelcy Mateusz Jaroszewski i Autor. Ponieważ sekcja przybyła grubo przed czasem, po zajęciu się końmi nadszedł czas na wypoczynek w sprzyjającej aurze. Nie długo dane było nam czekać na spotkanie z miejscowymi, a jakiż był ich zachwyt i radość, gdy mogli sfotografować się ze strzelcami i ich zwierzęcymi towarzyszami. Najbardziej cieszy zainteresowanie dzieci kawalerią – gdyż to one w późniejszych latach mogą zafascynowane spotkaniem sprzed laty dołączyć do współczesnych kawalerzystów i kultywować ich tradycje.

Po spotkaniu z innymi oddziałami, chwili wypoczynku i narad wyruszyliśmy dalej już prostą drogą do leśniczówki we wsi zwanej Florianka. Po dotarciu na miejsce, wykonaniu obowiązków przy koniach oraz zwiedzeniu leśniczówki, która była podczas wojny ze względu na idealne położenie jedną z kwater Armii Krajowej zasiedliśmy wspólnie do ogniska. Wreszcie czas na biesiadę - nie mogło zabraknąć rzecz jasna przedstawienia przez pana Rtm. Kaw. Och. Jana Znamca chronologii oraz znaczenia, jakie bitwa pod Komarowem oraz udział w niej 8 Pułku Ułanów im. Księcia Józefa Poniatowskiego miały dla ówczesnej i współczesnej Rzeczpospolitej, a także innych cywilizacji Europy. Nie brakło również podsumowania dnia, śpiewania żurawiejek i opowieści miejscowych gospodarzy. Należy koniecznie wspomnieć, że zarówno dnia poprzedniego jak i drugiego na nocleg doprowadziła nas miejscowa strażnica konna, doskonale znająca okoliczne tereny. Tej nocy wartę przy koniach pełnili strzelcy Szwadronu Toporzysko, noc krótka ze względu na biesiadę, lecz mimo tego - służba nie drużba – wartować trzeba.

Dzień czwarty – czas ruszać na plan filmowy. Przyszło nam wracać całą trasę, którą przeszliśmy, rzecz jasna odpowiednio skróconą przez dowództwo, gdyż ciężko byłoby jednego dnia konno przejechać około 140km konno – choć ktoś by powiedział – Polak potrafi. Pogoda piękna, więc maszerujemy – kilka przerw po drodze, w tym jedna trwająca godzinę. Najpiękniejsza chwila dnia – czas na galop po pobliskich łąkach, pustkowiach – iście niebiańska okolica dodawała otuchy w trudniejszych momentach, na przykład gdy niektórym skończyły się rezerwy napojów, a temperatura przyszła prosto z piekła. Wracając jednak do galopu – czyż nie pięknym uczuciem jest, gdy wszyscy wokół Ciebie galopują, a Ty starasz się wykonać to samo na kłusaku? Oczywiście kłus na niej jest wyjątkowo wygodny, więc po chwili walki poddajesz się i czekasz na szybsze tempo dające większe prawdopodobieństwo zagalopowania. Najlepszym dosiadem – półsiad, aczkolwiek po pół dnia tłuczenia się w kulbace Autor nie poleca – wszystkie mięśnie bolą, a Ty jeszcze starasz utrzymać się w nadzwyczajnie szybkim kłusie.

Po dotarciu na miejsce oraz wykonaniu obowiązków czas na relaks – podróż nad staw z dnia poprzedniego – tutaj nic nie powstrzymało strzelców, albowiem należało się przygotować na czwartkowe szarże i walki. Jakież zdziwienie zastało nas na miejscu - ze stawem wszystko bez zmian, lecz dookoła nietypową formą roweru jeździła zapalona grupa młodych imprezowiczów śpiewając hity disco polo, a myślał Autor, że najdziwniejsze imprezy ma już za sobą, a tu taka perspektywa, ot co.

Czas kręcenia filmu – najpierw trening musztry pieszo – dlatego ‘pieszo’, a nie ‘pieszej’ bowiem ćwiczyliśmy musztrę konną (bez koni) z czasów walk z bolszewikami – potocznie zwaną jako szyk czwórkami i dwójkami, było to nieco trudniejsze, lecz głównie ze względu na przyzwyczajenie do musztry w szyku trójkami. Po treningu spotkanie z Bogusławem Wołoszańskim, krótkie przedstawienie planu najbliższych dni i czas wolny. Żeby jednak czas wolny do końca wolnym nie był padł rozkaz ze sztabu – przetraczamy siodła na wzór z 1920 roku – i tymże sposobem pałatka, czaprak i owsiak pożegnały się z kulbaką, koc zwinięty w rulon zjawił się z tyłu siodła, a sakwy umieszczono z przodu, tym samym cały sprzęt stał się lżejszy, choć niekoniecznie dla kawalerzysty wygodniejszy. Szable przytraczaliśmy na dwa sposoby – wg autora – ryzykowny standardowo i ten jeszcze bardziej ryzykowny – albowiem pierwszy, ten z poprzedniego sposobu troczenia dawał możliwość złamania się tudzież pęknięcia pochwy w sytuacji gdy w szarży ktoś nieumyślnie zahaczył o broń nogą lub nawet lancą. Drugi natomiast daje ryzyko zwyczajnego zgubienia szabli w trakcie walk – bowiem raz, że szabla przytroczona do pasa daje ryzyko odpadnięcia, a dwa, że w przypadku upadku może zwiększyć obrażenia poniesione przez kawalerzystę.

Wracając jednak do opisu dnia – w godzinach porannych i południowych dnia czwartego naszej obecności w Komarowie kręcone były sceny z bolszewikami, tak więc strzelcy skorzystali z idealnej okazji, aby odpocząć. Wieczorem wyjechaliśmy na pobliskie pola, by przećwiczyć szarżę.

Niezapomniana chwila – jadąc w szarży człowiek skupia się na tylu rzeczach, ile codziennie nie każdy jest w stanie – bowiem mając całe życie przed oczyma, trzymając szablę w pozycji do boju, kierując koniem stara się uważać, by nikomu innemu nie wyrządzić krzywdy. Krzywda krzywdą, ale najdziwniejszą sytuacją jaką Autor zobaczył były latające skarpetki w trakcie szarży! Tak, to nie obłęd, okazało się później, że ponieważ jeden z ułanów wybrał sobie niewygodną czapkę, to żeby to zmienić wypchał ją sobie skarpetkami. To nie wszystko, albowiem nie tylko latające skarpetki widziano - ktoś dopatrzył się ponoć latających rękawiczek, których nie stosowaliśmy przy takim upale, dobrze tylko, że nie dane było mi zobaczyć latającej broni białej, bowiem to spotkanie dla niektórych mogłoby być tym ostatnim.

Piątek – tego dnia nadszedł czas na nagrywanie scen, w których również wystąpił Szwadron Toporzysko. Poczynając od sceny wymarszu ułanów na bitwę pod błogosławieństwem księdza, gdzie nasz dowódca pan Rtm. Waligórski jest na czele drugiego plutonu i tu następuje 5 sekund dla Szwadronu, kończąc na scenach szarż. Dane nam było zagrać w scenie szarży 8 Pułku Ułanów im. Księcia Józefa Poniatowskiego ‘na zachodzące słońce’, którą ćwiczyliśmy dzień wcześniej. Później sceny z bolszewikami, czyli dla nas chwila przerwy i wieczorny trening do dnia następnego.

W sobotę scena pięknej szarży na bolszewików, w której Szwadron Toporzysko miał zaszczyt zagrać. Kilka próbnych ujęć i wreszcie ta główna. Po tym czas na wspólne zdjęcie z reżyserem Sensacji XX Wieku Bogusławem Wołoszańskim i pożegnanie z ekipą filmową. Sobotni wieczór zakończył się wspólnym świętowaniem odniesionego sukcesu w rytmach muzyki granej przez orkiestrę z 20 Pułku Ułanów Króla Jana III Sobieskiego.

To już jest koniec i nie ma już nic – a jednak, trzeba oddać Bogu co boskie. Niedziela, upał niemalże 30 stopniowy, tak więc istny czyściec dla duszy, a strzelcy nie próżnują. Rano czas na uroczystości w Komarowie, pod pomnikiem upamiętniającym bitwę. Msza Święta, przemówienia zgromadzonych VIPów, atmosfera istnie święta. Przemyślano kwestię pogody, bowiem stojącym na obchodach oddziałom postanowiono na koszt organizatora kupić niemalże hektolitry wody, co dla niektórych bliskich omdlenia stało się zbawieniem. Po uroczystościach wszyscy wróciliśmy do obozowiska, skąd po wcześniejszym spakowaniu oraz osiodłaniu koni ruszyliśmy na rekonstrukcję.

Szwadron Toporzysko w barwach Pułku 3 Strzelców Konnych im. Hetmana Polnego Koronnego Stefana Czarneckiego wspólnie z gośćmi honorowymi obchodów - Szwadronem Kawalerii Wojska Polskiego - oraz pozostałymi obecnymi również wcześniej na manewrach oddziałami Federacji Kawalerii Ochotniczej miał zaszczyt wziąć udział w defiladzie przed zgromadzoną pod Wolicą Śniatycką publicznością. Podjęliśmy jednak racjonalną decyzję – nie bierzemy udziału w rekonstrukcji, trzeba oszczędzić naszych wiernych przyjaciół. Teraz przede wszystkim czas powrotu – czas zadumy nad wydarzeniami minionego tygodnia – tak niezwykłe wspomnienia do dziś pozostają Autorowi z okolic majątku Zamoyskich i daj Panie wrócić tu za rok.

St. Strz. Kon. Kaw. Och. Łukasz Rostek

 

Projekty

Zostań kawalerzystą XXI w.

W 2016 roku w ramach Rządowego Programu Ministerstwa Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej ”Fundusz Inicjatyw Obywatelskich” realizowaliśmy projekt Read More

Młodzi aktywni obywatele Jordanowa razem

W ramach projektu „Młodzi aktywni obywatele Jordanowa razem”  realizowanego wraz z partnerem Fundacją Miejsc i Ludzi Aktywnych „MILA” w ramach Read More

Młodzieżowe Rady - demokracja w praktyce

Celem projektu jest wsparcie działań 12 młodzieżowych rad z województwa małopolskiego i świętokrzyskiego. Młodzi obywatele współpracują z ... Read More
  • 1
  • 2

Wspierają nas