Fragment III-go rozdziału monografi 3-go PSK.
(treść i format zgodnie z oryginałem)
Lata międzywojenne
Wspomina płk. Dypl. Adam Zakrzewski
Opiszę przerwaną próbną mobilizację pułku kawalerii która odbył się w Wołkowysku w 3-cim Pułku Strzelców Konnych. W tymże roku w stopniu majora byłem zastępcą dowódcy 3-go PSK który stacjonowała w Wołkowysku. Pułkiem dowodził były oficer zawodowy armii rosyjskiej, płk. Władysław Tomaszewicz, popularnie zwany „Papą”. Był to 47-mio letni oficer z tego typu rosyjskich oficerów kawalerii, którzy umieli dobrze zabawić się wypić i zjeść. Po kilkunastu latach dowodzenia szwadronem przechodzili oni w stopnie podpułkowników w stan spoczynki i na tym kończyła się ich służba. Płk. Tomaszewicz był dobrym człowiekiem i wyrozumiałym przełożonym. Sprawami dowodzenia nie przejmował się obciążał nimi swoich pomocników. Był natomiast dobrym gospodarzem, toteż sprawami gospodarczymi zajmował się specjalnie. Dużo czasu poz tym poświęcał reprezentacji która polegała na utrzymywaniu stosunków towarzyskich z okolicznym ziemiaństwem. Resztę spraw związanych z dowodzeniem pułkiem pozostawił on swoim pomocnikom, tj. mnie- jego zastępcy, oraz mjr Bereżeckiemu- kwatermistrzowi.
W 1924r na jesieni przyjechał do Pułki szef sztabu korpusu płk. Zordian Zamorski i poinformował płk. Tomaszewicza, że jego pułk został wybrany do przeprowadzenia eksperymentu pierwszej próbnej mobilizacji pułku kawalerii i że takowa od będzie się w ciągu najbliższych paru miesięcy. Terminu nie określił. Pozostawiwszy plik zarządzeń ter materii płk Zamorski odjechał. Płk. Tomaszewicz zawezwał nas, poinformował o sytuacji i krótko oświadczył „Róbcie, co chcecie ale mobilizacja musi się udać. Pan, panie majorze – zwrócił się do mnie – jest wielkim spryciarzem i pana czynię za to odpowiedzialnym. Ja do niczego wtrącać się nie będę, ale na moją pomoc możecie liczyć pod każdym względem. Panowie są wolni” Na tym zakończył płk. Tomaszewicz naszą naradę. Po takim dictum, speszeni ale z całym zapałem młodości niezwłocznie zabraliśmy się z mjr Bereżeckim do pracy. Obaj o mobilizacji nie mieliśmy najmniejszego pojęcia. Elaborat „mob” jako taki istniał w pułku w postaci dużej ilości instrukcji oraz korespondencji na ich temat pomiędzy pułkiem a korpusem. Były poza tym jakieś próby poszczególnych oficerów mob”, którzy zbyt często się zmieniali, by coś w tej dziedzinie zrobić. Próby te, chociaż kontrolowane przez korpus, jako elaborat „mob” nie przedstawiały żadnej wartości. Po zapoznaniu się z obowiązującymi instrukcjami, które w wielu punktach były dla nas niejasne, przystąpiliśmy do ułożenia tzw. chronologicznej tabeli czynności pułku. Całość sprawy wzięliśmy na prosty chłopski rozum i zaczęliśmy ją układać tak, jak on nam dyktował. W ciągu niespełna dwóch miesięcy spitrasiliśmy elaborat „mob”. Na nasze szczęście przybycie rezerwistów i pobór koni imitował stacjonowany w Białymstoku 10 Pułk Ułanów Litewskich, a poza tym pomagał nam bardzo spokój płk. Tomaszewicza który stale twierdził, że wszystko uda się jak najlepiej. Popełniliśmy ten błąd, że pracę zaczęliśmy nie od głowy, ale od ogona, toteż prawie przed samym ukończeniem ww. tablicy przypomnieliśmy sobie, że pominęliśmy całkowicie czynności szwadronu zapasowego, który właściwie w pułku do tej chwili istniał tylko na papierze. Napracowaliśmy się nabiedziliśmy co niemiara a telefon z dowództwa korpusu poinformował nas, że lada dzień należy się spodziewać rozpoczęcia ćwiczenia. Na wszystko już brakowało czasu. Na pomoc przyszła słynna polska improwizacja. Niezwłocznie wydzieliliśmy pokoik który nazwaliśmy kancelarią „mob” dowódcy szwadronu zapasowego. Na to stanowisko płk. Tomaszewicz wyznaczył rtm. Kozubskiego który parę dni wcześniej powrócił z jakiegoś kursu w Rembertowie. Daliśmy mu trochę teczek, papieru parę ołówków i zleciliśmy jak najmniej wdawać się w rozmowy z tymi którzy go będą chcieli w czasie ćwiczenia indagować. I tak z duszą na ramieniu przygotowaliśmy pułk do ważnego egzaminu. Pewnego pięknego dnia na stację Wołkowysk-Miasto o świcie zajechał specjalny pociąg z którego wysiadło stu kilkunastu oficerów ze Sztabu Głównego i tak zwanych obserwatorów z różnych rodzajów broni, specjalnie z kawalerii a wśród nich kilku Francuzów.
Twórca planu „mob” armii ppłk. dypl. Jagmin-Sadowski podał Tomaszewiczowi wszystkie dane potrzebne do uruchomienia mobilizacji. Mobilizacja udała się całkowicie. Po 38-miu godzinach zmobilizowany 3 Pułk Strzelców Konnych stanął gotów do wymarszu na placu koszarowym, z zadaniem osłony przepraw na Niemnie, gdzieś w rejonie Strubnicy. Pułk prowadziłem ja i bardzo byłem zdziwiony że tak wszystko gładko poszło…
Zabawa w mobilizacje całkowicie się udała. W pewnym momencie podszedł do mnie dobrze mi znany mjr. Maruszewski i oświadczył że wszystko jest cacy, ale szwadron zapasowy, którym się specjalnie zajmował, działał jednak słabo.
Nie wytrzymałem. „Niech mi pan da słowo, że to co powiem pozostanie między nami”. Zgodził się. „Jak może działać dobrze lub źle szwadron zapasowy, skoro go tam w ogóle nie ma” – powiedziałem mu. Dosłownie zgłupiał. Poprosił o uzasadnienie. Wytłumaczyłem mu…. „A niechże was wszystkich diabli wezmą, cholerna kawalerio” – zakonkludował mjr Maruszewski. Próbna mobilizacja całkowicie się udała. Dowódca O.K III w Grodnie gen. Berbecki, złożył pułkowi specjalne podziękowanie.
Tak wyglądał przebieg pierwszej próbnej mobilizacji pułku kawalerii w Polsce.

