Szwadron Toporzysko

w barwach Pułku 3 Strzelców Konnych im. Hetmana Polnego Koronnego Stefana Czarnieckiego

Stowarzyszenie Kawaleria - Organizacja Pożytku Publicznego - nr KRS: 0000350813

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6

Pułk 3 Strzelców Konnych

Historia Pułku 3 Strzelców Konnych Read More

Nabór

Zapraszamy w nasze szeregi Read More
  • 1

W O Ł K O W Y S K

(treść i format artykułu zgodny z oryginałem)

 

     Z Wołkowyska 3 pułk strzelców konnych wyruszył na wojnę w roku 1939, w Wołkowysku bowiem stał garnizonem…

Koszary pułk „odziedziczył” po silnym garnizonie wojsk carskich, liczącym prze I wojną światową pułk piechoty i pułk artylerii- 4 bataliony i 6 baterii. Po artylerii zachowały się tam stajnie dla koni. Koszary były obszerne bowiem stało tu ogółem 1300 ludzi carskiego wojska. Było to wówczas duże obciążenie dla mieszkańców , których Wołkowysk liczył ogółem niewiele ponad 8000 „dusz”. A była to ludność malownicza – 2500 Polaków, 2000 Białorusinów,3500 Żydów, nawet 23 wyznawców Mahometa. I malownicze było samo miasto ze swoimi dwoma cerkwiami, kościołem parafialnym św. Wacława, synagogą, rzeczką wołkowyją wpadającą do Rosi , pociągami biegającymi po nasypie, wzgórzem, gdzie zaroślami pokryte były ruiny zamku i Szwedzkimi górami w południowej części miasta, co czasy szwedzkie pamiętały.

W lesie zamkowym było uroczysko zwane Zabejkowszczyzna i z nim legenda łączyła powstanie Wołkowyska: przed tysiącami lat albo więcej mieszkał tu Litwin Zabejko. W okolicy zaś grasowały dwie bandy rozbójnicze dowodzone przez Wołoka i Wiz. Gdy dały się we znaki okolicznym mieszkańcom i samemu panu Zabejce, ten nie wiele myśląc wytropił zbójeckie schroniska i rozbójników powiesił na drzewach krukom na żer. W okolicy nastał spokój, a Zabejko jeńców, wziętych do w licznych wyprawach do niewoli, osadził nad rzeczką Wołkowyją dając osadzie początek i nazwał ją- na pamiątkę pojmanych rozbójników Wołko-wisek. Dzisiejsi uczeni z pewnością inaczej patrzą na powstanie nazwy miasta- może było tu dużo wilków /po białorusku- wołk/, może osadę założył pan o nazwisku Wołk- Wołok? Trudno dociec. Inna jeszcze legenda głosiła, że w miejscu kaźni Wołoka i Wiska położono kamień z ich imionami, który później rozbity posłużył za fundament pod cerkiew. Wiadomo, że znajdowały się tu świątynie pogańskie. W latach 1124-1240 osadę spalili Jadźwingowie, w sto lat później Tatarzy. Za Gedymina pobudowano zamek z ogrodem „królewskim”. Niebawem Wołkowysk wszedł do historii- w roku 1386 zawarto tu traktat polsko-litwski o przyjęciu przez Litwę chrześcijaństwa. W roku poprzedzającym Grunwald- 1409- na Wołkowysk napadł mistrz krzyżacki Ulryk von Jungingen miasto spalił, mieszkańców pomordował. Po dwudziestopięcioleciu latach osada padła pastwą zniszczenia tym razem przez wojska szwedzkie. Zamku już nie odbudowano. Następny pożar strawił miasto 15 listopada 1812 roku, gdy w czasie odwrotu Napoleona spod Moskwy, rosyjski korpus gen. Sakena stoczył bitwę z korpusem gen. Rayaniera. I znów w sto lat potem miasto ucierpiało, gdy od 24 sierpnia 1920 stało się widownią uporczywych- trwających blisko miesiąc – walk w wojnie polsko-rosyjskiej.

Po wojnie 3 pułk strzelców konnych, stacjonujący w Białymstoku, na swój garnizon wybrał Wołkowysk. Tu odbywało się szkolenie pułku, stąd wyruszał na poligon do Leśnej koło Baranowicz, stąd- na jesienne manewry w składzie Nowogródzkiej Brygady Kawalerii. Dzieje pułku na blisko dwadzieścia lat związały się z tym kresowym miastem i jego okolicami. Ileż wspomnień z tych czasów przechowała nasza pamięć, dobrych czy złych, ale przypominających naszą młodość. Trzebaby te wspomnienia przywołać i utrwali, choćby tak, jak zrobił to płk. Marian Romeyko:

„… pułkownik Władysław Tomaszewicz, wilnianin, dowódca 3 pułku strzelców konnych w Wołkowysku, zwany powszechnie „papa Tomaszewicz”. Potężnego wzrostu i budowy, łysy, z farbowanymi na czarno wąsami, przypominał lorda Kitchenera. Różnił się od niego tym, że miał przyjaźnie uśmiechniętą twarz i przyjazne serce. Był starym zawodowym kawalerzystą-huzarem i niejako zawodowym starym kawalerem. Kochał tylko swój pułk… Lubił dobrze zjeść i pofilować w pokera. Prawie nie pił. Jego hobby życiowym było, wydaje się, robienie specjalnej musztardy: ”Wiesz pan, takiej na miodzie i muszkatołowej gałce…” … przeglądanie księgi pułkowej 8 pułku rosyjskich huzarów, w których służył za młodu…  Ranny ceremoniał był zazwyczaj taki sam. Pobudka dość wczesna. Na stół wjeżdżał ogromny półmisek z gotowaną szynką na gorąco. „papa” w perskim szlafroku ostrzył wielki nóż rzeźnicki i krajał szynkę, pogadując „ :… i musztardę, i musztardę… sam robiłem… Tylko, psiakrew, jedyne chłodne miejsce to klozet… Ale nie bój się pan, nie zaszła…” Po dwóch dobrych kawałkach wspaniałej szynki zapijanej herbatą chwila zadumy i rozważania… Tacy byli starzy wojacy dożywający swojego żywota żołnierskiego- lecz we własnej ojczyźnie. Pełni szacunku dla przełożonych, jakby wycięci ze starych albumów. Umysły ich były proste, jasne… Dogorywali, ale tworzyli ducha armii.”

Te wspomnienie zamknąć można choćby w jednym zdaniu, jak uczynił to Zdzisław Janota-Bzowski:

„nadchodzący zmierzch spowijał ten piękny kraj w mgławy smętek, nie spotykany w innych stronach Polski…”

 

Wspierają nas